Podsumowanie sportowe 2025

·orientman·2 min read·Wpisy po polsku (Posts In Polish)

Jestem rocznik 1978 a pod względem sprawności fizycznej był to prawdopodobnie mój najlepszy rok od dekady. W gruncie rzeczy nic spektakularnego: nie schudłem (102 kg i ani drgnie), ale dawno nie czułem się tak dobrze pod względem siły, elastyczności i ogólnego samopoczucia. A co najważniejsze — po latach odzyskałem kolana. Znowu mogę biegać (najbardziej lubię po schodach), skakać (na siatkówce) i wspinać się (na ściance).

Do wszystkiego trzeba podchodzić z głową — tylko jak? Największą różnicę zrobiła joga. Ćwiczę co prawda już od kilku lat, ale realna zmiana przyszła dopiero teraz, jako efekt pogłębienia praktyki: dwa razy w tygodniu, różnorodne zajęcia i różni trenerzy (Vinyasa, Hatha, Ashtanga, a także praca nad pojedynczymi pozycjami). Szczególnie polecam Przemka z Yoga Republic i Weronikę z Joga Nowica Łan. Stara prawda: można coś robić przez dziesięć lat i niewiele z tego wynika, jeśli nie planuje się rozwoju w sposób świadomy.

Świetnym doświadczeniem był też powrót na ściankę (Camp4) — i to razem z synem. Chodzimy 1–2 razy w tygodniu, on dodatkowo na sekcję, i obaj mamy z tego mnóstwo frajdy. Ja robię 6a+ (Stach już depcze mi po piętach z 5c), czyli mniej więcej tyle co 20 lat temu — a przecież nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

Do tego dochodzi raz w tygodniu basen (plus sauna) oraz — przy ładnej pogodzie — rower (tak, też już mam gacie z pieluchą). Podejście „z głową" to jednak nie tylko trening, ale też umiar i regeneracja: śpię po osiem godzin, przed sportem robię porządną rozgrzewkę (nawet 30 minut), a po — rozciąganie i rolowanie (roller to kolejny gamechanger). Zimne prysznice i okłady z lodu? Czemu nie — w tym wieku samo się już nie rozchodzi.

Plany na 2026? Parafrazując Himilsbacha: sport uprawiany z umiarem nie szkodzi, nawet w dużych ilościach.

Comments